piątek, 4 listopada 2022

Konie są moim życiem

Konie są moim życiem, tak zaczyna się ta historia i tak też się zakończy. Jak sama nazwa wskazuje, opowiadanie to będzie o miłości do koni. A jeśli nie lubisz koni to od razu odłóż tą książkę na półkę, bo na pewno ci się nie spodoba. Dobra zacznijmy od tego: Była sobie dziewczyna, o imieniu Lena. Miała 15 lat i chodziła do gimnazjum. Mieszkała w bloku w małym miasteczku w Polsce. Lena bardzo lubiła wszystkie zwierzęta a najbardziej Konie. Fascynowała się nimi od niedawna, bo mieszkała w mieście i nie miała nigdy z nimi do czynienia. Dopiero rok temu, gdy pojechali z klasą na wycieczkę do stadniny w pobliskiej wiosce. Byli tam oprowadzani na koniach i od tego momentu konie zawróciły Lenie w głowie. Po tej wycieczce ubłagała mamę, żaby mogła tam się zacząć jeździć konno. Mama jej na początku nie chciała się na to zgodzić, bo jak każda matka, bała się po prostu o Lenę, że spadnie z konia, ale w końcu się zgodziła. Dzisiaj od tego dnia minął już rok i Lena zdążyła się już zaprzyjaźnić z końmi w tej stadninie, nauczyła się jeździć galopem i zaznajomiła się z wieloma rzeczami związanymi z końmi. Stadnina do której ona przyjeżdżała nazywa się Kary Ogier, a to od tego, że był tam piękny kary ogier, zwany Demon. Cudowny koń, po prostu idealny, toteż Lena najbardziej go pokochała. Demon był koniem Pełnej Krwi Angielskiej, ale był wyjątkowy, taki grzeczny i posłuszny. Ale był też wielkim pieszczochem, uwielbiał się przytulać. W terenie uwielbiał galopować, a na padoku zawsze robił to czego jeździec od niego chciał. Oprócz Demona w stadninie było jeszcze 11 koni między innymi: klacz rasy palomino o imieniu Luna, ogier rasy wielkopolskiej koloru ciemno gniadego z dużą białą gwiazdką na czole i z białą chrapką o imieniu Kaszmir, klacz rasy małopolskiej maści ciemno kasztanowatej o imieniu Poezja, ogier rasy Szlachetnej Półkrwi koloru białego o imieniu Perin i jeszcze wiele innych koni, o których dowiecie się jeszcze podczas opowiadania. Gdy pojechały z mamą pierwszy raz na jazdę, to Lena była bardzo podekscytowana. Przez jej głowę wielokrotnie przepływały takie myśli jak: „czy nie spadnę z konia? Jak spadnę, to co na to moja mama? Czy pozwoli mi dalej jeździć?”. Ale starała się nie myśleć o tym co się może stać tylko o tym co chciałaby, żeby było. Bardzo chciała, żeby było cudownie, żeby ta pierwsza lekcja jazdy zapadła jej na całe życie w pamięć. Instruktorem jazdy był miły pan, który na oko miał 35 lat, na twarzy wyglądał na bardzo łagodnego, miał błękitne oczy i brązowe włosy. A nazywał się Maciek. Instruktor powitał Lenę i jej mamę. Zauważył, że Lena jest bardzo podekscytowana, ale też trochę przestraszona, więc powiedział, żeby się nie bała. Poszedł z nimi do stajni, przedstawił wszystkie konie i powiedział, że będzie jeździć na Demonie, pięknym karym ogierze, który swym wyglądem zachwycał innych, a wszyscy co się uczyli w tej szkółce zawsze chcieli na nim jeździć. Ale Maciek dawał go do jazdy tylko wyjątkowym osobom, a za taką właśnie uznał Lenę. Agent nieruchomości Kocmyrzów Gdy już powiedział Lenie na którym koniu będzie jeździć, opowiedział jej parę rzeczy o tym koniu to poszli do siodlarni. Maciek powiedział oczywiście wszystko co potrzebne. O siodłach, ogólnie gdzie co jest i do czego służy. Pomógł dobrać toczek i poszedł ubrać Demona. Za około 5 minut zawołał Lenę, bo Demon był już ubrany i czekał na nią na padoku. Dziewczyna w podskokach pobiegła na padok, była tak szczęśliwa, jak jeszcze nigdy w życiu. To miał być przełomowy dzień w jej życiu. Lena podeszła do konia i pogłaskała go po chrapach, a Demon odpowiedział jej cichym rżeniem. Dziewczyna domyśliła się, że mu się to podoba. Na padoku były jeszcze dwa konie i dwaj jeźdźcy, którzy mieli teraz również jeździć. Był tam ogier Kaszmir, o którym już trochę wiecie i jeszcze była tam klacz bułana, dość niska, bo tylko 140 centymetrów w kłębie o imieniu Bella. Klacz ta miała spokojny charakter. Na Kaszmirze miał jeździć jakiś chłopak, który wyglądał na 15-16 lat. Na Belli miała jeździć dziewczynka, która miała około 10 lat. Chłopak na Kaszmirze jeździł już długo konno, o czym świadczył jego profesjonalny ubiór. Miał on czarne bryczesy z pełnym lejem ze skóry, skórzane oficerki i skórzane rękawiczki. A dziewczynka chyba dopiero miała kilka lekcji bo wiedziała jak wsiąść na konia i się nie bała. Lena poczuła się trochę głupio, bo ona nic nie wiedziała o jeździe konnej. Gdy chłopak na Kaszmirze i dziewczynka na Belli już wsiedli na swoje konie, podszedł do Leny instruktor Maciek. Powiedział jej jak wejść. Było to trochę trudne dla Leny, gdyż Demon był dużym koniem. Miał bowiem 180 centymetrów w kłębie. Po kilku nieudanych próbach wejścia na konia udało się jej w końcu wejść. I poczuła się wspaniale na tym koniu. Gdy dowiedziała się jak ruszać, skręcać i stawać to ruszyła. Ale nie tak jak powiedział jej instruktor. Powiedziała tylko „ruszaj Demon” a on bez wahania zaczął iść. Gdy zobaczył to Maciek, wybałuszył oczy i powiedział do Leny: -„jak ty to zrobiłaś? Demon nigdy nie chodził na głos, już wiele razy próbowaliśmy tak go nauczyć lecz on nigdy nie słuchał! Musisz mieć w sobie coś, bo to co zrobiłaś, nikt przed tobą tego nie zrobił na Demonie”.- Lena przyjęła to jako pochwałę. Nie wiedziała, że już na pierwszej lekcji będzie robić postępy. Dziewczynie bowiem szło naprawdę dobrze. Nauczyła się przyśpieszać konia, chociaż nie było jej to do niczego potrzebne, bo Demon słuchał co ona mówi i nie potrzeba było go popędzać. Potem instruktor powiedział Lenie co to jest kłus, co trzeba robić. Najpierw Lena musiała się podnosić w stepie, bo będzie musiała anglezować w kłusie a gdy już to opanowała, Maciek wziął ją na lążę, końcem ląży lekko popędził konia i Demon od razu zaczął kłusować. Pierwsze chwile były ciężkie, gdyż Lena się obijała o siodło jak każdy początkujący, lecz po minucie złapała rytm i całkiem dobrze anglezowała. Dla Leny to była cudowna chwila, poczuła się tak, jakby urodziła się w siodle. Pokochała jazdę konną i pomyślała: „Konie są moim życiem”.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz